|
Wyprawa do miejscowości Mandal na południu Norwegii 6 - 13 sierpień 2005.

Mandal leży na południowym wybrzeżu
Norwegii, jakieś 40 km na zachód od Kristiansand. Wyjątkowo ładne
krajobrazy, skaliste wybrzeże...
Byliśmy tym razem w trzy rodziny, w sumie 11 osób. W tym dwoje
dzieci 6 i 8 letnich (trzeba było trochę uważać przy nabrzeżu na
nasze pociechy), trójka 17-18 latków (tak, tak, to wiek, kiedy się
"bywa" z rodzicami ostatni raz...).
Cała podróż była całkiem interesująca, tym bardziej, że byliśmy cały
tydzień przed Norwegią na zachodnim wybrzeżu Danii, tak więc do
Norwegii było dość blisko. Podróż szybkim promem "Silvia Anna"
trwała chyba tylko niecałe 3 godziny. Potem samochodem niecałą
godzinkę i.... pomyliliśmy drogi i po następnych 2 godzinach byliśmy
wreszcie na miejscu... tak gdzie diabeł mówi dobranoc - mały fiord
wcięty kilkaset metrów wgłąb lądu i tylko dwa domki - jeden domek w
którym mieszkaliśmy i drugi domek, w którym mieszkali rodzice
gospodarzy.

W Hirtshals w Danii, w oczekiwaniu na prom do Kristiansand.

Z prawej strony
domek, w którym mieszkaliśmy. Na pierwszym planie łódka, którą...
nie pływaliśmy - mieliśmy jeszcze większą łódź. Co ciekawe,
właściciel domku pokazał nam w 10 minut, jak się tą łódką
obsługiwać... nie do pomyślenia w Polsce lub Niemczech. W Niemczech
trzeba mieć specjalne pozwolenie, egzamin i.t.d.

A tu zdjęcie ze wzgórza, na którego zboczu stał sobie nasz domek.
Całkiem przyjemna okolica. Tego można Norwegom pozazdrościć
(prawdopodobnie jeszcze innych ciekawostek, ale o tym innym razem).

A oto nasza łódka i my wszyscy... o przepraszam, mnie tu nie ma -
właśnie robię zdjęcie. W tle małe wysepki, pomiędzy którymi
pływaliśmy w celach krajoznawczych. Aby nałapać ryb, wystarczyło
wypłynąć 200 metrów i zarzucić zestaw makrelowy.

Były również ryby - zapomniałem powiedzieć, że były to prawie
wyłącznie makrele - wprawdzie bardzo smaczne, jednak wędkarsko mniej
ciekawe, niż powiedzmy duże dorsze lub czarniaki. O tych innych
rybach troszkę więcej w relacjach z Hitry.

Na dowód, że były makrele, kilka słoików z zamarynowanymi
rybami. Słoiki najczęściej 1,5-3 litrów. Sporo, co? - było też sporo roboty
prze pieczeniu.

A po prawej obrazek z kuchni - ostatecznie musiały te makrele
zostać upieczone. Pieczenie ryb zostało przejęte przez trzech
facetów, kobiety zajmowały się w tym czasie o wiele bardziej
odpowiedzialnymi obowiązkami (przeglądanie się w licznych w tym domu
lustrach, leżakowaniu na słońcu (tak tak, codziennie było jak na mój
norweski gust strasznie dużo słońca).

A dzieci mogły się zostać kapitanem...

... lub rybako-wędkarzami...

... lub łowcami potworów...

... które to potwory nazywane są krabami i które potem trzeba się
nauczyć kulinarnie przygotować - właśnie bierzemy lekcję rozbierania
kraba po ugotowaniu. Nasi gospodarze nauczycielami kulinarnymi...

Mimo strasznej ilości sprzętu wędkarskiego nie udało nam się złowić
dużych ryb... wstyd...

... ale nałowiliśmy dużo małych ryb - makreli były miliony. W ciągu
godziny wędkowania nałowiliśmy zwykle ryb na 6 godzin roboty
(czyszczenie, filetwanie, pieczenie, wkładanie do słoików, zalewanie
zalewą octową, ...)
W roku 2006 nie jedziemy do Norwegii, to straszne.... w 2007 roku
mamy plan: pojechać znowu na południe Norwegii na makrele, w 2008
roku znowu na północ... nie wiem, czy tak długo wytrzymym bez dużych
dorszy i czarniaków...
|