kainiti.gif (429 Byte)

Wędkarstwo

Norwegia 2005 - Maandal

 

Wyprawa do miejscowości Mandal na południu Norwegii 6 - 13 sierpień 2005.

Mandal leży na południowym wybrzeżu Norwegii, jakieś 40 km na zachód od Kristiansand. Wyjątkowo ładne krajobrazy, skaliste wybrzeże...

Byliśmy tym razem w trzy rodziny, w sumie 11 osób. W tym dwoje dzieci 6 i 8 letnich (trzeba było trochę uważać przy nabrzeżu na nasze pociechy), trójka 17-18 latków (tak, tak, to wiek, kiedy się "bywa" z rodzicami ostatni raz...).

 

 

 

Cała podróż była całkiem interesująca, tym bardziej, że byliśmy cały tydzień przed Norwegią na zachodnim wybrzeżu Danii, tak więc do Norwegii było dość blisko. Podróż szybkim promem "Silvia Anna" trwała chyba tylko niecałe 3 godziny. Potem samochodem niecałą godzinkę i.... pomyliliśmy drogi i po następnych 2 godzinach byliśmy wreszcie na miejscu... tak gdzie diabeł mówi dobranoc - mały fiord wcięty kilkaset metrów wgłąb lądu i tylko dwa domki - jeden domek w którym mieszkaliśmy i drugi domek, w którym mieszkali rodzice gospodarzy.

W Hirtshals w Danii, w oczekiwaniu na prom do Kristiansand.

 

 

 

 

Z prawej strony domek, w którym mieszkaliśmy. Na pierwszym planie łódka, którą... nie pływaliśmy - mieliśmy jeszcze większą łódź. Co ciekawe, właściciel domku pokazał nam w 10 minut, jak się tą łódką obsługiwać... nie do pomyślenia w Polsce lub Niemczech. W Niemczech trzeba mieć specjalne pozwolenie, egzamin i.t.d.

 

A tu zdjęcie ze wzgórza, na którego zboczu stał sobie nasz domek. Całkiem przyjemna okolica. Tego można Norwegom pozazdrościć (prawdopodobnie jeszcze innych ciekawostek, ale o tym innym razem).

 

 

 

A oto nasza łódka i my wszyscy... o przepraszam, mnie tu nie ma - właśnie robię zdjęcie. W tle małe wysepki, pomiędzy którymi pływaliśmy w celach krajoznawczych. Aby nałapać ryb, wystarczyło wypłynąć 200 metrów i zarzucić zestaw makrelowy.

 

 

Były również ryby - zapomniałem powiedzieć, że były to prawie wyłącznie makrele - wprawdzie bardzo smaczne, jednak wędkarsko mniej ciekawe, niż powiedzmy duże dorsze lub czarniaki. O tych innych rybach troszkę więcej w relacjach z Hitry.

 

 

 

 

 

 

 

 

Na dowód, że były makrele, kilka słoików z zamarynowanymi rybami. Słoiki najczęściej 1,5-3 litrów. Sporo, co? - było też sporo roboty prze pieczeniu.

 

 

 

A po prawej obrazek z kuchni - ostatecznie musiały te makrele zostać upieczone. Pieczenie ryb zostało przejęte przez trzech facetów, kobiety zajmowały się w tym czasie o wiele bardziej odpowiedzialnymi obowiązkami (przeglądanie się w licznych w tym domu lustrach, leżakowaniu na słońcu (tak tak, codziennie było jak na mój norweski gust strasznie dużo słońca).

 

 

A dzieci mogły się zostać kapitanem...

 

 

 

 

... lub rybako-wędkarzami...

 

 

 

 

... lub łowcami potworów...

 

 

 

 

... które to potwory nazywane są krabami i które potem trzeba się nauczyć kulinarnie przygotować - właśnie bierzemy lekcję rozbierania kraba po ugotowaniu. Nasi gospodarze nauczycielami kulinarnymi...

 

 

 

 

Mimo strasznej ilości sprzętu wędkarskiego nie udało nam się złowić dużych ryb... wstyd...

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

... ale nałowiliśmy dużo małych ryb - makreli były miliony. W ciągu godziny wędkowania nałowiliśmy zwykle ryb na 6 godzin roboty (czyszczenie, filetwanie, pieczenie, wkładanie do słoików, zalewanie zalewą octową, ...)

 

W roku 2006 nie jedziemy do Norwegii, to straszne.... w 2007 roku mamy plan: pojechać znowu na południe Norwegii na makrele, w 2008 roku znowu na północ... nie wiem, czy tak długo wytrzymym bez dużych dorszy i czarniaków...