Wędkarstwo

Norwegia - Bergen w zachodniej Norwegii 23.04-02.05.2000

   

Już po Norwegii! Podróż do Bergen trwała 36 godzin, z powrotem jakieś 26 godzin. Jak to okropnie daleko. Mimo to pojadę tam jeszcze! Niesamowite krajobrazy: zaśnieżone góry wyrastające z fiordów i woda, woda, woda! Ryby widziałem na echosondzie w olbrzymich ilościach, przy nabrzeżu portowym widziałem także własnymi oczami ryby na głębokości 5m (bardzo przezroczysta woda) o wielkości do 70cm. Jednak były trudne do przechytrzenia!

Napracowaliśmy się we czwórkę przy pilkowaniu za wszystkie czasy, jeżdżąc łódką ponad dużymi ławicami ryb na głębokościach do 160m.

Byliśmy w czwórkę (sami wędkarze) od 23 kwietnia do 1 maja (czyli 8 dni) w miejscowości Flatraker, jakieś 50km na południe od Bergen w zachodniej Norwegii, w domku wędkarskim przy fiordzie przepływowym Langnuen, na wyspie Tysnes.Paul Mieliśmy ładną łódź z 10-konnym silnikiem do dyspozycji, miejsce do obrabiania ryb z bieżącą wodą, dużą zamrażarką i pomieszczeniem do przechowywania sprzętu wędkarskiego. Od właściciela otrzymaliśmy po przyjeździe mapę batymetryczną fiordu z naniesionymi najlepszymi miejscami, górkami podwodnymi i prądami wodnymi. Do dyspozycji mieliśmy (w Niemczech wypożyczony) echosonda Lowrance X85, który pokazywał nam nawet pojedyńcze małe ryby na dużych głębokościach. Do połowu w morzu nie potrzeba żadnych zezwoleń.

Złowiliśmy w sumie jakieś 160 ryb w ciągu tego tygodnia, w większości były to czarniaki wielkości średniej do 50cm, największy 58cm. 9 dorszy, z tego największy 74cm i parę innych ryb.

Najwięcej ryb (czarniaków) było na głębokości 10-25m (w toni przy górkach podwodnych, gdzie głębokość bezwzględna nie przekraczała 60m). Tam też trzeba było dokładnie obserwować echosondę, aby pilkera prowadzić pomiędzy rybami. filetowanie

Do domu przywieźliśmy jakieś 25 kg filetów (w czwórkę), czyli raczej mało jak na Norwegię. Na stole mieliśmy dodatkowo codziennie na obiad lub kolację ryby w różnej postaci.

Mieliśmy pecha z pogodą, o ile nazwać pechem temperatury do 25 stopni Celsjusza i czyste niebieskie niebo (kwiecień stulecia w Bergen, gdzie normalnie występuje najwięcej opadów deszczu w Europie!), kiedy to można było na łódce łowić porozbieranym do majtek. Ryby jednak takich anomalii widocznie nie znoszą.

W domku, w którym mieszkaliśmy, byli również inni wędkarze, którzy nastawili się wyłącznie na dużą rybę (malwy). To taka trochę przypominająca bardzo grubego węgorza ryba żyjąca na głębokościach 100-400m we fiordach i otwartym morzu, przy samym dnie.

Dwie grupy wędkarzy (po czterech) łowiło w ciągu całego dnia wędkowania jedną do czterech ryb wielkości do 110cm (do 8kg). Widzieliśmy zdjęcia wywieszone przy nabrzeżu: ryby do 160cm i wagi do 26kg (na tarle, kiedy ikra waży dobrych kilka kilogramów) łowione były często w maju-czerwcu w poprzednich latach. Przynęta: najczęściej pół śledzia lub makreli, prowadzonych na ciężkim zestawie przy samym dnie.

Łowienie na głębokości ponad 100m nie jest zbyt proste, tym bardziej, że warunkiem występowania stad ryb są silne podwodne prądy. Przy niewielkim dodatkowo wietrze pchało naszą łódkę (byliśmy zawsze we czwórkę) z szybkością 3-7km/godz. (odpowiada to szybkości pieszego). Nie było więc mowy o łowieniu na zwykłe żyłki wędkarskie, które się naciągają i na takiej długości trudno wyczuć kontakt z dnem lub średnią i małą rybą. Należały więc używać plecionek. U wędkarzy widziałem plecionki 0,22-0,30mm i wytrzymałości 17-25kg. Obciążenie 0,5kg, ponad którym znajdowała się na systemie paternoster wspomniana przynęta: kawałek makreli lub śledzia, które dzięki silnemu zapachowi dodatkowo wabią drapieżniki. Przy stałym kontakcie z dnem można liczyć z takim zestawem na każdą rybę żyjącą przy dnie. Ja osobiście złowiłem tym sposobem tylko małe dorsze do 40cm, miałem jednak o wiele za lekkie zestawy, które mi się często plątały. Doświadczenia z wędkarstwa śródlądowego nie przydały się na wiele, największe sukcesy mieli jednak Ci, którzy do Norwegii jeżdżą od wielu lat.  

NorbertJeszcze ciekawostka o pilkerach i zestawach makrelowych, na które łowiliśmy wspomniane czarniaki. Otóż łowiąc we czwórkę używaliśmy początkowo czterech różnych zestawów. Przez pierwsze godziny na wodzie brania były bardzo sporadyczne, wymieniałem więc ciągle zestawy i pilkery. Wreszcie założyłem taki bardzo kolorowy zestaw makrelowy z czerwonymi, zielonymi i żółtymi ogonkami. Ogonków było 6, przy czym 3 były zielone. Już po kilku minutach miałem uderzenie na głębokości 20m. Wyciągam, muszę pompować, bo idzie strasznie ciężko i ku mojemu zdumieniu wiszą: cztery czarniaki na zestawie, przy czym trzy z nich na zielonych ogonkach (wszystkie po 40-45cm). Po godzinie ta sama sytuacja, cztery ryby za jednym zamachem, trzy z nich znowu na zielonych ogonkach. Ten kolorowy zestaw mieliśmy tylko jeden, więc dopiero wieczorem zrobiliśmy następne podobne. Niestety, jak to w życiu wędkarskim bywa, następnego dnia nie brały już na żadne z naszych zestawów, choć pilkowaliśmy w środku dużego stada ryb. Czasami tylko zapinały się przypadkowe ryby za ogon lub za bok, to chyba tylko na dowód, że echosonda nie kłamała.

Koszty? Za domek zapłacilośmy 450 Euro (cały tydzień), za promy i tunele w sumie 400 Euro. Razem z prowiantem (mieliśmy wszystko ze sobą z domu), benzyną i drobiazgami wędkarskimi wyszło po 355 Euro na osobę. Po tej wyprawie stwierdziłem, że mogło być taniej (są również tańsze promy) i zmieścilibyśmy się przy oszczędnym planowaniu w 270 Euro na osobę (cyły tydzień) przy czwórce wędkarzy.

To tak w skrócie byłoby na tyle. Nasza wyprawa obfitowała również w inne ciekawe przeżycia wędkarsko-morskie, ale o tym innym razem. Wyprawa na norweskie ryby pozostanie mi na długo w pamięci, nie tylko z uwagi na wędkarstwo,ale również z uwagi na równie silne wrażenia krajobrazowe. Nawet sama jazda samochodem po drogach tego górzystego kraju jest wyjątkowo interesująca: tunele, przejazdy promowe, kręte serpentyny po zboczach fiordów i te widoki zapierające dech w piersiach.

W przyszłym roku będzie na pewno powtórka (tam razem ponownie w południowej Norwegii)

Artur