Wędkarstwo

Wyprawa na śledzie bałtyckie do Kappeln. Rok 2001.

   
Tym razem jedziemy z całymi rodzinkami. Jako, że dotychczas nie było jeszcze ładnej wiosennej pogody, nie spodziewamy się jej również teraz na początku kwietnia.

Bierzemy ze sobą sprzęt wyłącznie na śledzia: wędki około 3 metrów z akcją 20-50g (śledzie to ryby średnio wielkości 20-35cm), żyłki 0.20-0.25, no i przypony śledziowe, czyli delikatne paternostry z 5-cioma złotymi lub srebrnymi hakami nr 4-6, które to haki są ozdobione małymi skrzydełkami z prawdziwej rybiej skóry w kolorach bardzo jasnych (biały, srebrzysty i.t.d.). Na końcu zestawu zaczepia się ciężarek ołowiany 30-50g (w kształcie np. łezki).

Sledzie zbierają się na tarło u wybrzeży Morza Północnego i Bałtyku już w lutym, jednak na samo tarło wchodzą do portów i zatok morskich dopiero w marcu i kwietniu. Rybacy zawodowi poławiają je drobną siecią najczęściej z dala od brzegu. Wędkarze muszą raczej czekać, aż ryby zbiorą się wzdłuż wybrzeża. Chociaż sporo słyczy się o odważnych, którzy już bardzo wczesną wiosną wypływają w morze w maleńkich łupinkach, ryzykując przy tym własną skórę.

Kappeln zawdzięcza zresztą swoje istnienie właśnie śledziowi. To miasteczko leży kilka kilometrów na wschód od Holstein w Schleswik na północy Niemiec, jedieś 4km na wschód od brzegu Byłtyku, nad rzeko-zatoką, która nazywa się Schlei. Tam właśnie wchodzi w marcu i kwietniu olbrzymia ilość śledzi.

Już w czasach średniowiecznych konserwowano tam śledzia solą - w skrzynkach drewnianych złowione świeżo śledzie zasypywano dużą ilością soli i transportowano całymi tygodniami po Europie.

Sporo wędkarzy niemieckich jeździ do Kappeln na śledzie w czasie Swiąt Wielkanocnych, robiąc w ten sposób rybne zapasy na cały rok (!). Przy nabrzeżu portowym trudno w tym czasie o miejsce. Wędkarze stoją wtedy ramię w ramię i trzeba wstać skoro świt, aby znaleźć jakieś rozsądne miejsce.

My mamy jednak z Norbertem do dyspozycji łódkę motorową (przy domku, w którym mieszkaliśmy). Jesteśmy na wodzie tylko jeden dzień (pogoda jest pod psem), ten dzień pozostanie nam jednak na długo w pamięci. Najpierw musimy lawirować pomiędzy postawionymi przez rybaków zawodowych sieciami, wreszcie kotwiczymy łódkę na głębokości 8 metrów.

Wpuszczamy nasze zestawy bezpośrednio pod łódkę. Kilka ruchów szczytówką, takich jak na błystkę podlodową, i... jest! Ryby biorą tym razem bezpośrednio przy samym dnie. Początkowo raczej małe, takie około 20cm, potem te większe, 30-35cm. Zabawa jest przednia. Bywają ponoć dni nad Schlei, kiedy trudno nie wyciągnąć 2-3 śledzi na raz, najczęściej wtedy wisi cały komplet na zestawie (czyli 5 sztuk).

W sumie złowiliśmy tego dnia ponad 240 śledzi. Wszystkie oczyściliśmy, włożyliśmy do woreczków po 8 sztuki i zamroziliśmy w stojącej nam do dyspozycji zamrażarce. Do domu pojechały w podręcznych lodóweczkach. 

Było bardzo miło, szkoda, że nie zrobiłem zdjęć.

Artur