|
Tym
razem jedziemy z całymi rodzinkami. Jako, że dotychczas nie było
jeszcze ładnej wiosennej pogody, nie spodziewamy się jej również
teraz na początku kwietnia.
Bierzemy
ze sobą sprzęt wyłącznie na śledzia: wędki około 3 metrów z
akcją 20-50g (śledzie to ryby średnio wielkości 20-35cm), żyłki
0.20-0.25, no i przypony śledziowe, czyli delikatne paternostry z
5-cioma złotymi lub srebrnymi hakami nr 4-6, które to haki są
ozdobione małymi skrzydełkami z prawdziwej rybiej skóry w
kolorach bardzo jasnych (biały, srebrzysty i.t.d.). Na końcu
zestawu zaczepia się ciężarek ołowiany 30-50g (w kształcie np.
łezki).
Sledzie
zbierają się na tarło u wybrzeży Morza Północnego i Bałtyku
już w
lutym, jednak na samo tarło wchodzą do portów i zatok morskich
dopiero w marcu i kwietniu. Rybacy zawodowi poławiają je drobną
siecią najczęściej z dala od brzegu. Wędkarze muszą raczej
czekać, aż ryby zbiorą się wzdłuż wybrzeża. Chociaż sporo słyczy
się o odważnych, którzy już bardzo wczesną wiosną wypływają
w morze w maleńkich łupinkach, ryzykując przy tym własną skórę.
Kappeln
zawdzięcza zresztą swoje istnienie właśnie śledziowi. To
miasteczko leży kilka kilometrów na wschód od Holstein w
Schleswik na północy Niemiec, jedieś 4km na wschód od brzegu Byłtyku,
nad rzeko-zatoką, która nazywa się Schlei. Tam właśnie wchodzi
w marcu i kwietniu olbrzymia ilość śledzi.
Już
w czasach średniowiecznych konserwowano tam śledzia solą - w
skrzynkach drewnianych złowione świeżo śledzie zasypywano dużą
ilością soli i transportowano całymi tygodniami po Europie.
Sporo
wędkarzy niemieckich jeździ do Kappeln na śledzie w czasie Swiąt
Wielkanocnych, robiąc w ten sposób rybne zapasy na cały rok (!).
Przy nabrzeżu portowym trudno w tym czasie o miejsce. Wędkarze stoją
wtedy ramię w ramię i trzeba wstać skoro świt, aby znaleźć jakieś rozsądne miejsce.
My
mamy jednak z Norbertem do dyspozycji łódkę motorową (przy domku, w którym mieszkaliśmy).
Jesteśmy na wodzie tylko jeden dzień (pogoda jest pod psem), ten dzień pozostanie nam jednak
na długo w
pamięci. Najpierw musimy lawirować pomiędzy postawionymi
przez rybaków zawodowych sieciami, wreszcie kotwiczymy łódkę na głębokości
8 metrów.
Wpuszczamy
nasze zestawy bezpośrednio pod łódkę. Kilka ruchów szczytówką,
takich jak na błystkę podlodową, i... jest! Ryby biorą tym razem
bezpośrednio przy samym dnie. Początkowo raczej małe, takie około
20cm, potem te większe, 30-35cm. Zabawa jest przednia. Bywają ponoć
dni nad Schlei, kiedy trudno nie wyciągnąć 2-3 śledzi na raz,
najczęściej wtedy wisi cały komplet na zestawie (czyli 5 sztuk).
W
sumie złowiliśmy tego dnia ponad 240 śledzi. Wszystkie oczyściliśmy,
włożyliśmy do woreczków po 8 sztuki i zamroziliśmy w stojącej
nam do dyspozycji zamrażarce. Do domu pojechały w podręcznych lodóweczkach.
Było bardzo miło, szkoda, że nie zrobiłem zdjęć.
Artur
|