1. Ogólna charakterystyka Dunajca
Dunajec
należy do najbardziej malowniczych polskich rzek. Dla
przyjezdnych z głębi kraju już same krajobrazy wynagradzają
trudy podróży. Wędkarsko Dunajec jest rzeką bardzo interesującą,
a dla znawców rzeką bardzo rybną. Kiedyś wpływały tu łososie
na tarło. Cóż, ileż musi mieć dziś szczęścia taka ryba-wędrownik,
aby przez tyle przepławek trafić tu znowu? Ponoć następne lata
przyniosą zmianę na lepsze.
W Nowym Targu łączą się Czarny i Biały
Dunajec i rozpoczyna się 130 km wody, która przyprawia przepływankowca
o szybsze bicie serca, wody szybkiej, czystej, najczęściej o
dnie kamienistym lub żwirowym. Pomiędzy Nowym Targiem i nowym
zbiornikiem zaporowym w Czorsztynie rzeka ta to królewstwo pstrąga
i lipienia. Dla muszkarza to z pewnością jeden z najbardziej
znanych odcinków rzek górskich w kraju. Przed powodzią można
było przy niskich stanach wód złapać w ciągu jednego dnia na
suchą muchę nawet kilkaset niewymiarowych pstrągów. Te
wymiarowe dawały się niestety o wiele rzadziej przechytrzyć.
Zalew w Czorsztynie to zupełnie odrębny temat i powinien być
przeznaczony dla poławiaczy szczupaków i dorodnych okoni, szczególnie
zimą. Na muchowych mistrzostwach Swiata w 1998 roku znajdował się
tutaj trudny odcinek, z łodzi łowiono spore jednak trocie.
Poniżej zapory zaczyna się dobra woda przepływankowa.
Spinningiści mają tu swoje tajemne dołki głowacicowe. Łowić
wolno tutaj tylko około 4 km wzdłuż granicy ze Słowacją,
dalej rozpościera się Pieniński Park Narodowy. Spływ Dunajcem
przez Park jest niezłym przeżyciem również dla wędkarzy. Otóż
ze spływającyjch tratw turyści podkarmiają chlebem
przyzwyczajone do tego duże ryby, które podpływają do samych
tratw bez obawy o schowane w przynęcie haki. Można w ten sposób
zobaczyć nie tylko piękne pstrągi i klenie, ale także zachłysnąć
się urokiem Parku Pienińskiego, który został tu niegdyś
przecięty prehistorycznym Dunajcem. Tam, gdzie Park się kończy,
w Szczawnicy, zaczyna się znowu woda wędkarska. Brzany, pstrągi,
świnki, lipienie. A dla mniej wprawnych są jelce i ukleje (za to
duże!). Następne 50-60 km rzeki dzielą między siebie muszkarze
(na bystrzynach) i przepływankowcy. Kilka kilometrów poniżej
Nowego Sącza rozpoczyna się cofka Jeziora Rożnowskiego. Rzeka
jest tutaj interesująca przede wszystkim dla wolniejszej przepływanki,
koryto staje się coraz głębsze, dno pokryte naniesionymi przez
lata osadami. Coraz więcej tu leszcza i płoci, świnka zdarza się
tylko sporadycznie. Po obu stronach rzeki można tu latem spotkać
sporo wędkarzy, spędzających tu weekendy pod namiotem. Ulubioną
metodą jest tutaj ciężka gruntówka i dzwoneczek. Jeziora
zaporowe Rożnów i Czchów to zbiorniki bardzo czystej i częściowo
rybnej wody. Leszcz, płoć, sandacz, karp, poza tym każda ryba
jeziorowa.
200 metrów poniżej korony zapory w Czchowie zaczyna się znowu
rzeka przepływankowa. Na pierwszych 500 metrach rzeka jest
spokojna i raczej wolna, dopiero dalej przyspiesza i zmieniając
ciągle swój bieg pomiędzy bystrzynami i głębokimi płaniami
lub dołami, meandruje po całej dolinie. Dno żwirowato-kamieniste
i górski charakter nie zmieniają się na tym 60 kilometrowym
odcinku aż do ujścia do Wisły.
A oto wybrane przykłady miejsc przepływankowych w Dunajcu:
Ten odcinek jest wyjątkowo kapryśny, ale też
bardzo rybny. Dobrych miejsc na długi kij jest kilka. Jadąc drogą
ze Sromowiec Wyżnych w kierunku Sromowiec Niżnych widać kilka
dobrych stanowisk już z okna samochodu. Nie wszędzie wolno się
jednak autem zatrzymać z powodu bardzo wąskiej drogi, czasami
kilkaset metrów trzeba ze sprzętem podejść. Jeśli ktoś lubi
przepływankę bardzo ciężką (15-20 g) na bardzo szybkim prądzie,
polecam prawy zakręt rzeki, przy którym droga podchodzi murem
oporowym pod samą wodę. Mur oporowy ma około 2-3 m wysokości i
najlepiej zejść nad wodę tam, gdzie on się dopiero zaczyna,
szkoda skręcać kark już przed połowem. Rzeka zawęża tutaj swój
bieg i najgłębsze koryto znajduje się 5-6 m od brzegu.
Najgłębsze miejsca znajdują się około 100 m
poniżej miejsca, gdzie zaczyna się mur oporowy i mierzą około
2,5-3m. Przy bardzo silnym prądzie trzeba się nieźle namachać.
Spławik 12-15 gram nie jest tutaj wcale za ciężki i to na
niskiej wodzie. Przypon 40-60 cm o średnicy 0.10 mm z haczykiem
12-16 jest dobrym kompromisem. Zanęcenie takiego miejsca jest
nieco problematyczne. Trzeba mieć wystarczającą ilość żwiru
już ze sobą i dość dobrze skleić kule, które muszą jednak
"pracować". Ja daję tutaj żwiru nawet do 1/4 objętości
zanęty. Dobrze jest położyć "na dzień dobry" 6-10
kul wielkości dużych grejpfrutów. Jako, że ryby tutaj
przyzwyczajone są do płatków owsianych, dodaję ich kilka garści,
najlepiej sparzonych. Sypanie pęczakiem mija się tutaj z sensem,
choć na haczyku można różnokolorowy pęczak na zmianę z płatkami
wieszać. Na dnie leżą duże głazy i zanim nauczy się człek
poprawnego prowadzenia przynęty, dobrych kilka przyponów trzeba
zostawić. A ryby? Tu siedzi duża brzana i świnka, także kleń.
W tej głębokiej bystrzynie nie dziwi fakt braku większej ilości
uklei i jelcy, które gdzie indziej mogą się dać nieźle we
znaki nastawionemu na grubą rybę wędkarzowi.
W tym miejscu występuje jeszcze jeden problem,
trochę śmieszny. Otóż przy dobrej pogodzie (mniej więcej w
godzinach 10-16) spływają tą rynną, w odległości 6-8 m
(czyli pod kijem!), tratwy z turystami. Na każdym takim wehikule
znajduje się po co najmniej 10-12 podróżnych, żądnych
pocieszyć rozmową samotnych wędkarzy. Ci ludzie zadają sobie
czasami dużo trudu, aby w tej jednej minucie, kiedy przepływają
obok, mogli wylać cały swój sentyment do siedzących na brzegu
moczykijów. Na to rybne miejsce trzeba się więc także
mentalnie przygotować. Na niektóre mądre pytania mam już
gotowe odpowiedzi, np. do standardów należy:
- Ty tam, a masz mydło i ręcznik?- A tak, i
siano też mam - odpowiadam na tyle głośno, by mnie wszyscy na
tratwie słyszeli, któryś da się przecie skusić na cisnące
się na usta pytanie: - he? siano? - tego jeszcze bałwan nie słyszał
- to dla tego osła, który zadaje takie inteligentne pytania -
odpowiadam i pozwalam spokojnie odpłynąć roześmianej tratwie
Łatwiejsze miejsca przepływankowe znajdują się 100-200 m
poniżej opisanego wyżej stanowiska. Główny nurt odchodzi tu od
brzegu na przyzwoitą odległość (tratwy!), głębokość
stabilizuje się na około 1,5-2 m, prąd wody jest nieco
mniejszy, wystarczy tutaj 3-5 gramowy spławik. Głazy na dnie są
tutaj także przeszkodą, ale ryb dzięki temu nie brakuje.
W czasie trochę podniesionej wody można nieźle połowić
przed pierwszymi zabudowaniami Sromowiec Niżnych. Znajduje się
tutaj stare koryto Dunajca, którym w zależności od wysokości
rzeki, idzie sobie czasami ładna woda. Wtedy wchodzi tutaj z
bystrzyn świnka, ładny leszcz, kleń, czasami zawieruszy się
tutaj brzana. Prąd wody tutaj nadaje się wspaniale dla początkujących
w rzemiośle przepływanki, przy tylko lekko podniesionym Dunajcu
wystarczy 1-2 g spławik. Dno jest usłane mniejszymi kamieniami,
zaczepy jest łatwo omijać. Zanęta może być wtedy tylko słabo
obciążona. Ostatnio, będąc tam z moimi przyjaciółmi, zanęcaliśmy
praktycznie po każdym przepuszczeniu, wyciągnęliśmy z tego
miejsca pięć dużych świnek, kilka ładnych leszczy, sporo płoci,
dwie duże ryby poszły po kilkusekundowej, nierównej walce.
Jeszcze jeden odcinek, ponoć bardzo dobry do długiego kija,
znajduje się w samych Sromowcach Niżnych. Nie byłem tam, więc
lepiej zamilczę (ale na pewno będę!!!).
Uwaga końcowa do tego odcinka: w związku ze znajdującą się
w pobliżu zaporą (Zalew Czorsztyński 2 km powyżej) należy
zwracać uwagę na występujące tutaj duże wahania poziomu wody.
Lepiej mieć wszystkie drobiazgi dobrze uporządkowane w zasięgu
ręki. I nigdy nie lekceważyć siły takiej wody jak Dunajec.
A
teraz zróbmy małą podróż kilkadziesiąt kilometrów od
Czorsztyna w dół rzeki, aż za zaporę w Czchowie. Poniżej
korony tej zapory, na odcinku około trzech kilometrów, aż do
promu w Dróżkowie, wolno łowić na przynęty zwierzęce. Na zdjęciu
obok pierwsze 400 metrów tego bardzo rybnego odcinka.
Zaparkowanie samochodu jest możliwe za małą opłatą nawet nad
samą wodą. Z dużej skarpy schodzimy nad wodę, na małej półce
można swobodnie rozłożyć stanowisko. Już około 6-7 metrów
od brzegu znajduje się początek koryta, 1,4-1,8 m głębokości,
i nie ma potrzeby łowienia dalej. Przy niskich i średnich
stanach prąd wody nadaje się na spławik 2-5 gram, w zależności
od upodobań. Odważę się na stwierdzenie, że to raczej
przyjazna woda z małą ilością zaczepów i stosunkowo łatwą
rybą. Płocie, leszcze, krąpie, jelce, czasami kleń i karp.
Sandacz zdarza się tu czasami na białego robaka. Na brzanę i świnkę
trzeba podjechać jeden kilometr w dół rzeki. Zanęta nie musi
być tutaj specjalnie dociążona, wystarczy garść żwirku lub
po prostu trochę tłustej ziemi z pobliskiego kretowiska. Kilka
kul na początek, najlepiej z garścią białych robaków lub
drobnych płatków owsianych. Donęcać należy tutaj często lecz
bardzo małymi porcjami, najlepiej co drugie przepuszczenie (tak,
tak, tutaj trzeba się nieźle napracować!). Na tym krótkim
odcinku rozgrywane są czasami zawody wędkarskie i dlatego, jeśli
już muszę tam być w sobotę lub niedzielę, trzymam kciuki i
pukam w niemalowane, czasami pomaga, naprawdę.
Następne dwa kilometry Dunajca, aż do promu łączącego
Czchów i Dróżków, to znowu szybkie bystrzyny i głębokie płanie.
Od promu w dół rzeki wolno łowić wyłącznie na przynęty roślinne.
Niedaleko promu, jakiś kilometr w dół rzeki, przy prawym
brzegu, znajduje się bardzo głęboki (4 m) dołek. Dojechać tam
łatwo, trzeba przeprawić się promem na drugą stronę Dunajca i
pojechać w lewo. Rzeka podchodzi bardzo blisko zabudowań, droga
natomiast wspina się na mały pagórek. Na szczycie tego pagórka,
po lewej stronie, jest trochę miejsce na jedno lub dwa auta. Należy
teraz wrócić się 30 m i zejść po stromej zakrzaczonej
skarpie. To miejsce nadaje się do wędkowania wyłącznie przy
niskim stanie wody. Z powodu silnego przewężenia prąd
wody jest spory. Jesienią padła tu już niejedna duża brzana.
Latem natomiast znacznie lepsze jest miejsce poniżej tego dołka,
na wypłyceniu, jeszcze powyżej bystrzyny. Do tego trzeba jednak
raczej krótkiego kija i woderów.
To
miejsce dla "wygodnych". Można tutaj zjechać autem nad
samą wodę. Niestety wygodę trzeba przypłacić nieciekawym
widokiem filarów mostowych i hałasem przejeżdżających pojazdów.
Pod samym mostem woda wypłukała niezły dołek długości kilku
metrów, głębokości 2,5-3 m. Dla wprawnych w szybkiej i ciężkiej
przepływance jest to jednak miejsce wyjątkowo ciekawe. Drobnej
ryby tu praktycznie prawie nigdy nie ma. Faktem jest jednak, że
czasami trzeba 2-3 godziny pomachać długim kijem, zanim uderzy
pierwsza ryba. Za to właśnie tutaj można zapiąć brzanę
swojego życia. Zanęcanie tutaj jest trudne, przede wszystkim nie
należy w tym dołku przesadzać z ilością kul, ryba ma tutaj
swoje naturalne schronienie i zwykle przebywa tutaj tak czy owak.
Dalej, parę metrów w dół rzeki, z pierwszej główki, można
na stosunkowo płytkiej płani "pobawić" się z jelcami
i uklejami. Czasami wchodzi tam świnka.
No i jak podoba się Dunajec?
|